Chemiczne jedzenie, czyli – patrz, co jesz!

Najwyższa Izba Kontroli potwierdza  w ostatnim raporcie to, o czym mówią od dawna dietetycy:  w jedzeniu jest pełno sztucznych dodatków. Najbogatsza  w te składniki jest wysokoprzetworzona żywność,  różnego rodzaju  płatki śniadaniowe, ciastka,  zupki   do zalania wrzątkiem oraz inne  gotowe dania. Dlatego  najwięcej spożywają jej dzieci  i młodzież oraz zapracowani menedżerowie, którzy nie mają czasu na normalny obiad.

NIK  przeprowadzała badania w  latach 2016 – 2018, a opublikowała swój raport na początku stycznia bieżącego roku. Wynika z niego, że  – podobnie jak w  innych krajach rozwiniętych – ok. 70 proc. naszego pożywienia to żywność przetworzona  przemysłowo, zawierająca różne dodatkowe substancje, oznaczone jako „E”. Do stosowania w jedzeniu dopuszczonych jest obecnie  330 dodatków, które mogą pełnić  27 różnych funkcji technologicznych. Są to  między innymi  konserwanty, emulgatory, stabilizatory, ale także   wzmacniacze smaku, koloru,  dodatki wypełniające. Wszystko po to, aby nasze  zmysły: wzrok, węch i kubki smakowe uznały  potrawę za atrakcyjną. A że potem żołądek się buntuje, a  wątroba nie może poradzić sobie z nadmiarem chemii – to już zupełnie inna sprawa.

Nie wszystkie „E” to chemia.  Przykładowo dodatek o nazwie E300, przeciwutleniacz,  to kwas askorbinowy, czyli witamina C. Naturalne pochodzenia mają też  niektóre barwniki, np.  E100 – żółty barwnik, czyli kurkumina, pochodząca z kurkumy;  E140 – zielony barwnik,  chlorofil,  uzyskiwany z zielonych roślin, a  E162 to ciemnoczerwono lub fioletowa betanina, wyciąg z buraka.

Oprócz tego mamy jednak wiele  składników żywności „z probówki”, czyli – sztucznych. I nie są one obojętne dla organizmu,  o czym świadczy też fakt, że ponad  200 ma ograniczenia ilościowe ich stosowania. Ale te limity dotyczą jednego produktu, a  dzienna kumulacja  tak naprawdę jest nieznana, bo zależy od tego, co spożywamy podczas kolejnych  posiłków.  Badania  NIK ujawniły, że możemy skonsumować nawet  85 różnych dodatków „E” w ciągu jednego dnia.

Szkodzi nam  nie tylko kumulowanie w organizmie pojedynczych  substancji, ale także ich reakcje między sobą. A o tym wiemy wciąż niewiele. Weźmy chociażby taki przykład: substancja konserwująca, benzoesan sodu (E211),  która używane jest  powszechnie w przetworach owocowych i warzywnych,  napojach  gazowanych, sama z siebie może wywołać reakcje alergiczne (atak astmy, pokrzywka), ale znacznie gorsza jest w  połączeniu z pożytecznym zresztą  kwasem askorbinowym (E300). Ta para razem tworzy w organizmie benzen, który ma działanie rakotwórcze.

Niewiele jest produktów, do których nie wolno  stosować żadnych dodatków. To żywność nieprzetworzona, np. masło, herbata  liściasta, miód, naturalna woda mineralna. Również owoce i warzywa, których co prawda  nie przetwarzamy, ale z kolei nie wiemy, ile w nich jest pozostałości nawozów, czy środków ochrony roślin.

Pozostaje pytanie: co jeść, żeby ograniczyć spożycie  chemicznych substancji? Zwłaszcza, jeżeli spieszymy się rano do pracy i najłatwiej jest wrzucić do miseczki  gotowe płatki śniadaniowe i zalać je mlekiem, a  w pracy kupić na  bufecie  zupę – gorący kubek oraz pączka i słodki napój.

Kilka  zasad zdroworozsądkowych można jednak  wymienić:

  • rano na śniadanie płatki owsiane, zamiast gotowych płatków –można je zalać wieczorem wrzątkiem, będą miękkie, a rano dodać tylko mleko, suszone owoce.
  • można zamiast   płatków zjeść kaszę, np. jaglaną, ugotowaną poprzedniego dnia.
  • do pracy lepiej wziąć z domu kanapkę z dobrą wędliną ( tanie wędliny mają całe bogactwo chemicznych składników), a najlepiej wyjść na ciepły posiłek, ale  tam, gdzie faktycznie możemy zjeść „prawdziwą” zupę, czy tradycyjne drugie danie.
  • unikać słodkich, gazowanych napojów, lepsza jest zwykła mineralna woda.
  • nie kupować gotowych ciastek –  lepsze są owoce.
  • do piwa zamiast chipsów można wziąć na zakąskę kawałek dobrego, żółtego sera.

Warto też zwrócić uwagę na różne produkty „light”, modne zwłaszcza wśród odchudzających się. Te produkty to cała tablica Mendelejewa, ponieważ ograniczenie tłuszczu,  który daje określony smak, kolor i konsystencję,  wymusza stosowanie szeregu innych polepszaczy.

Niektóre produkty można  łatwo pozbawić szkodliwych dodatków. Wiadomo, że do czerwonego wina dodawane są siarczany ( dwutlenek siarki, E220) –  taka informacja jest na etykiecie. Dzięki niemu wino zachowuje między innymi barwę i trwałość. Ten składnik może powodować reakcje alergiczne, ale  wystarczy otworzyć butelkę ok. pół godziny wcześniej przed posiłkiem, do którego podajemy wino. Te  lotne związki wyparują.

—–

W artykule wykorzystano dane z raportu NIK „Nadzór na stosowaniem dodatków do żywności” oraz artykuł:  „Konserwanty – rakotwórcze trucizny” z czasopisma „Zdrowie bez leków”, maj 2018

 

 

Dodaj komentarz