Amarantus – poznaj go, bo warto

Zachęcam do wzbogacenia diety, właściwie każdej, łącznie z łatwostrawną i bezglutenową, a także diety odchudzającej –  o amarantus. Ale  radzę gotować go nieco dłużej, niż zazwyczaj poleca się w różnych przepisach. Ugotowany w postaci bardziej kleistej w pierwszej chwili może wydawać się  mało apetyczny. Ale smak to wynagrodzi. A gdy dodamy różne dodatki, będzie nieco przypominał gotowaną owsiankę.

Na początku poznałam amarantus ekspandowany (popcorn z amarantusa), nadający się do bezpośredniego spożycia. Wystarczyło dodać jogurt, kefir, mleko oraz jakieś suszone owoce (rodzynki, figi, owoce goji) i było gotowe śniadanie. Jest to  jednak produkt przetworzony w wysokiej temperaturze, został  więc pozbawiony  znacznej części witamin i soli mineralnych. A poza tym –  ten przetworzony nie ma tego pysznego, lekko orzechowego smaku, który ma  ugotowane ziarno.

Teraz można kupować  amarantus w postaci ziarna, mąki. Mąka nadaje się do różnych  wypieków: ciast, ciasteczek oraz naleśników. Najlepiej w  połączeniu  z  inną  mąką bezglutenową, np. ryżową, kukurydzianą, jaglaną.

Amarantus  (po polsku szarłat) należy do najstarszych  roślin uprawnych, znanych od paru tysięcy lat. Uprawiany był przez Azteków, Inków.  Posiada wiele cennych aminokwasów, budulca białek, których organizm nie  jest w  stanie wytworzyć sam, więc  – jako jedna z niewielu roślin –  może zastąpić mięso. Ponadto  jest  znakomitym źródłem  wapnia, magnezu, manganu, selenu, witaminy B6.  Zawiera dużo żelaza, błonnika.  Wskazany dla osób mających problemy  cukrzycą.  Nie zawiera glutenu,  więc może więc  być stosowany przez osoby z nietolerancją glutenu.

Amarantus przypomina nieco kaszę jaglaną, tylko że ziarenka są mniejsze i bardziej brązowe. Jako nieprzetworzone, ziarno  jest najbardziej wartościowe, ale trochę  kłopotliwe do przygotowania. Ze względu na bardzo drobne ziarenka, które  trudno przecedzić przy płukaniu – potrzebne jest bardzo gęste sitko. Drugi kłopot to samo gotowanie – amarantus jest naprawdę  lekkostrawny  i najsmaczniejszy dopiero wtedy, gdy po ugotowaniu ziarenka są miękkie, a w tym procesie, niestety, amarantus lubi, aby go pilnować.

Po przepłukaniu moczymy  ziarna w niewielkiej ilości wody. Potem  gotujemy razem z wodą z moczenia,  ok. 25 – 30 min., tak, jak tradycyjnie gotowało się grysik, czyli – pozwalając, aby ziarna wchłonęły wodę.  Dodajemy tylko odrobinę soli, najlepiej himalajskiej. Na początku gotowania  woda  powinna być była ok. 1 cm  powyżej  poziomu ziaren. Po zagotowaniu zmniejszamy palnik do minimum. Po ok. 10 minutach gotowania ziarenka zaczynają wchłaniać wodę. Wtedy  trzeba już  dość często mieszać, ponieważ ziarna  przywierają do dna  naczynia i mogą się przypalić. W razie  potrzeby dolewamy jeszcze  niewielkie  ilości wody, nawet kilka razy.

Jeżeli nie wykorzystamy ugotowanego amarantusa w tym samym dniu, to jeszcze  stojąc w lodówce będzie wchłaniał wodę, dlatego przed odgrzaniem trzebab go podlać wodą.

Ugotowane ziarno jest słodkie, pyszne. Doskonałe na śniadanie lub lekką kolację – po dodaniu mieszanki orzechów ( włoskie, laskowe, brazylijskie), lub suszonych owoców ( rodzynki, żurawina, goja, pokrojone figi). Można tez dodać nieco jogurtu, a  także posypać zmielonym sezamem.

Dobry także jako deser – gdy dodamy np. dżemu owocowego i posypiemy mielonymi orzechami.

 

 

 

3 comments

Dodaj komentarz